Kim jestem?
Doskonałe, puste ciało nie mieści nic oprócz robactwa, toczącego resztki tego, co było kiedyś nadzieniem skorupy. Nazywam siebie szeptem, burym szeptem, wijącym się przy podłodze, krążącym bez celu i sensu. Cieniem czegoś większego, odbiciem idei - Doskonałego. Nie mam własnego imienia, chyba że nazwać nim to enigmatyczne "ty", pisane małą literą. Nie mam rąk, którymi mogłabym pociągać za sznurki, chyba że nazwać nimi moje nibynóżki, wypełzające nieśmiało z idealnej pustoty cielesnej skorupy, które bardzo łatwo skruszyć i zgnieść na pył. Nie mam nóg, na których mogłabym stanąć, więc upadam, czołgam się, przegrywam i chowam. Nie mam stawów, by móc skakać, więc przeskakują przeze mnie i depczą mnie. Dulce et decorum est pro... Ach! Nie mam własnej duszy i nie mam własnych pragnień - mam dziesięć paznokci, rozmazany tusz na lewym policzku i... Panie Maslow, doskonałe, puste ciało składa niniejszym z tego miejsca zamówienie na nową dostawę pełnych, tłuściutko zapchanych piramid.
Czy mogę zapłacić kartą...? Ach, nie, przepraszam, wjechałam chyba na debet ufności... To nic, poszukam, może znajdę gotówkę?